Nie tak zdrowo jak się wydaje, czyli tajemnice norweskiej kuchni

Z przyjemnością przedstawiamy wywiad z naszą zaprzyjaźnioną bloggerką z Norwegii. Patrycja udzieliła nam wyczerpujących i ciekawych informacji na temat tamtejszej kuchni. Po więcej przepisów zapraszamy na jej bloga A gdyby tak..., na którym z pewnością znajdziecie coś dla siebie. :)

Eco Vital opinie
Kiedy po raz pierwszy zetknęłaś się z kuchnią norweską?

Po raz pierwszy miałam do czynienia z Norwegią "na własnej skórze" w 2005 roku. Pamiętam swoją pierwszą, bardzo popularną i nieskomplikowaną przekąskę - pølse i lompe, czyli parówkę w naleśniku z mąki ziemniaczanej. Ponieważ nigdy nie przepadałam za mięsem ten wynalazek nie przypadł mi do gustu, ale niestety nie mogłam odmówić zjedzenia go do końca, przez grzeczność dla gospodarza domu. :) Pierwszym prawdziwie norweskim daniem było pieczone mięso z renifera.

Czy miałaś okazję poznać jakieś potrawy przed wyjazdem do Norwegii?

Potrawy niespecjalnie, ale produkty owszem. Kiedy tata przyjeżdżał do domu po kilku tygodniach pobytu w Norwegii zawsze przywoził nam coś dobrego - zazwyczaj ryby i czekoladę. :) Pamiętam wielkie, mrożone łososie laks'y i ørret'y, które były potem pieczone zawsze w ten sam sposób - z koperkiem i sokiem cytrynowym. Było też mięso z łosia i wspomnianego wcześniej renifera.

Dlaczego kuchnia norweska nie przypadła ci zbytnio do gustu?

Nie jestem miłośniczką mięsa. Tradycyjna kuchnia norweska obfituje w potrawy z wieprzowiny, baraniny, jagnięciny, oczywiście obok ryb i owoców morza. W moim menu przeważają warzywa, kasze, ryż i nabiał, trudno mi znaleźć wspólny mianownik z norweską tradycją. Mam w niej swoje ulubione potrawy, jednak są to głównie desery jak rømmegrøt czy risgrøt - rodzaj owsianki ze śmietaną, mąką, masłem i mlekiem (można również użyć ryżu) doprawiany cukrem i cynamonem. Tłuste, słodkie i pożywne. :)

Dostrzegasz jakieś elementy podobne pomiędzy tym, co jedzą na co dzień Norwegowie, a naszymi potrawami?
Eco Vital przedstawiciel handlowy
Codzienna kuchnia norweska nie jest tak bardzo zdrowa, jak może się wydawać po lekturze książek i artykułów, nie jada się tu tylko ryb, krewetek i knekkebrød - ciemnego, chrupkiego pieczywa. W tej tradycyjnej, podobnie jak u nas jest dużo mięsa, ziemniaków i chleba. Jednak ostatnie dziesięciolecia, w których fale imigrantów z różnych zakątków świata osiedliły się w Norwegii sprawiły, że i kuchnia zaczęła powoli się zmieniać pod wpływem obcych zwyczajów.
Coraz bardziej upodabnia się ona do zachodnich, kontynentalnych nawyków- gotowe dania, coraz częściej je się poza domem i posiłki te nierzadko wybierane z szerokiej oferty punktów typu "fast-food", spora konsumpcja słodyczy (wydaje mi się, że nawet więcej niż w Polsce)... Spożycie ryb i owoców morza jest zdecydowanie wyższe niż u nas, częściowo wynika to z tradycji a z drugiej strony nie są to produkty drogie- jak na norweskie warunki. Przeciętnemu Kowalskiemu raczej nie po drodze z krewetkami na co dzień.
Poza tym w Norwegii często je się w systemie śniadanie - lunch - późna obiadokolacja. To drugie często je się w miejscu pracy, wiele zakładów pracy prowadzi "kantyny", w których w czasie długiej przerwy śniadaniowe dostają posiłek w formie zimnego lub ciepłego bufetu.
Norwedzy wydają mi się przywiązani do swoich własnych rytuałów i tradycji, jeśli chodzi o kuchnię, na przykład do gotowania dań zgodnie z porami roku. Typową potrawą jesienną na przykład jest får i kål- czyli baranina w kapuście, którą w tym roku sama robiłam, pierwszy raz w życiu. Banalnie prosta potrawa a domownicy byli zachwyceni.

Czy Norwegowie lubią spędzać czas w kuchni czy też częściej jadają w restauracjach?

Gotowanie nie jest może ich wielką, narodową pasją tak jak uprawianie sportu czy wycieczki na łono przyrody, ale wydaje mi się, że przyrządzanie jedzenia samemu zaczyna nabierać innego wymiaru. Telewizyjne programy, najrozmaitsze książki kucharskie i doświadczenie przywiezione z podróży zagranicznych (z jakiegoś powodu Skandynawowie upodobali sobie bardzo takie egzotyczne kraje jak Tajlandia) sprawiają, że gotowanie staje się po prostu modne.
Do restauracji często chadza się z chęci spędzenia miło czasu z rodziną czy znajomymi, na przykład w wolną od pracy niedzielę, choć i w tygodniu takie lokale nie świecą pustkami. Teraz, w okresie przedświątecznym popularne jest organizowanie wigilii pracowniczych, tak zwanych julebord'ów w wynajętych restauracjach właśnie.

Czym różni się kuchnia świąteczna Norwegów od kuchni codziennej?

Eco Vital naczynia 3 generacji 
Widzę więcej podobieństw niż różnic. Jest nią na przykład prostota w przygotowywaniu dań, ale w dalszym ciągu króluje w niej mięso. Można też zauważyć silną regionalizację. Jeśli chodzi o potrawy wigilijne to na południu, gdzie mieszkam, główną rolę odgrywają pieczone żeberka i białe kiełbaski. Wzdłuż zachodniego wybrzeża je się gotowanego dorsza. Na wschodzie również jedzą żeberka, ale jagnięce. Na północy, oczywiście, mięso z renifera.

Skandynawia znana jest z przysmaków trudnych do przyswojenia dla przeciętnego Europejczyka. Próbowałaś może blodpuddingu, surstrommingu lub innej lokalnej specjalności, która zrobiła na tobie wrażenie?

Spróbowanie blodpudding'u było dla mnie koszmarem, tym bardziej, że został podany tradycyjnie - podsmażony i posypany cukrem. Jadłam za to suszone mięso z renifera i o dziwo smakowało mi, pocięte na cieniutkie plasterki przypominało czipsy. Wiele razy widziałam w sklepie lutefisk, czyli mięso z dorsza moczone w żrącym ługu. Nie odważyłam się jednak kupić...

Czy zauważyłaś jakieś różnice między tym, co ludzie jedzą w miastach, a tym, co jada się w mniejszych miejscowościach? Czy menu jest bardziej jednolite?

Nie wydaje mi się, żeby te menu różniły się znacznie.

Norwegia postrzegana jest jako kraj bardzo zamożny. Czy w mentalności mieszkańców półwyspu istnieją kulinarne wyznaczniki pozycji społecznej? Innymi słowy, czy w Norwegii znane są potrawy uznawane za luksusowe, których spożywanie wiąże się z pewnym prestiżem społecznym?

O to pytałam kilku znajomych, ale tylko dziwnie na mnie patrzyli dając wymijające odpowiedzi więc chyba zrezygnuję z odpowiedzi na to pytanie :).

Czy kuchnia polska jest popularna w Norwegii? Jeśli tak, to z jakich dań jesteśmy najbardziej znani?

Osobiście nie znam niestety żadnego Norwega, który mógłby pochwalić się znajomością polskiej kuchni poza pojedynczymi produktami takimi jak pierogi (Norwedzy mają też swój sposób na to danie, ich pierogi są pieczone i większe od naszych, przypominają mi trochę calzone) czy kiełbasa. W niektórych dużych marketach można dostać polskie produkty, takie jak kapusta kiszona, ogórki czy gotowe dania w słoiczkach, ale kupują je raczej Polacy niż Norwedzy.

Czy Norwegowie przywiązują szczególną uwagę do tego, co jedzą?

To zależy. Zdrowy tryb życia, regularne uprawianie sportu i rozsądna dieta to domena wielu Norwegów, przeważnie tych młodszych generacji 20-sto, 30-sto i 40-sto latków. Wpajanie dobrych nawyków żywieniowych jest też częścią edukacji dzieci. Bywa, że rodzic dający maluchowi do przedszkola kanapki z białego pieczywa jest upominany przez przedszkolanki, że nie jest ono zdrowe. Z drugiej strony bary z pizzą, tłustym kebabem i chińszczyzną są bardzo popularne i wiele osób stołuje się w takich miejscach nawet kilka razy w tygodniu.

Jakie ciasta są popularne w Norwegii? Czy odgrywają taką rolę jak w Polsce, tzn. czy są np. nieodłącznym elementem spotkań rodzinnych?

Owszem, powiedziałabym nawet więcej bowiem "coś słodkiego" powinno być nieodłączną częścią kaffepause, czyli przerwy na kawę w pracy. Najpopularniejsze są chyba cynamonowe bułeczki drożdżowe, zawijane jak ślimaczki- kanelboller i pierniczki. Wiele jest ciast z dodatkiem marcepanu czy bitej śmietany lub kremów na bazie masła. Wszystkie norweskie ciasta, których kiedykolwiek próbowałam w cukierniach czy kawiarniach zawsze wydawały mi się za słodkie, a mam dużą tolerancję, jeśli o to chodzi :). Ciasto marchewkowe jest bardzo popularne i trochę przypomina nasz piernik. Pracowałam pewien czas w kawiarni i dało się zauważyć, że ostatnimi czasy muffiny, donaty i croissanty są tak samo często zamawiane jak typowe drożdżówki z cynamonem. Co się tyczy wypieków drożdżowych w ogóle- od polskich różnią się głównie tym, że są dość słabo wypieczone i nieco glinowane. Dotyczy to zarówno ciast, jak i chleba.

Co Norwegowie piją w czasie posiłków? Jak zapatrują się na ograniczenia związane ze sprzedażą alkoholu?
Eco Vital praca
Pije się... wodę. Oczywiste, prawda? Co ciekawe ta woda to zwykła "kranówka", która jest tutaj tak dobra, że czasem mam wątpliwości, czym napełnić dzbanek przed obiadem. Do śniadania często podawane jest mleko i kawa. Kawa jest w ogóle osobnym tematem. Pije się jej tu bardzo dużo. Pod względem spożycia tego napoju Norwegia jest w ścisłej czołówce, zaraz po Finlandii, a 1200 wypitych rocznie filiżanek kawy przez jedną osobę daje pewien obraz tutejszego uwielbienia tego napoju. To kolejna tradycja, do której ciężko mi się przyzwyczaić, ponieważ podawana kawa z ekspresu przelewowego zazwyczaj jest czarna i gorzka. Co prawda coraz bardziej popularne są kawy z dodatkami, latte, caffe creme itp. jednak tradycyjna pani domu zawsze poda kawę z ekspresu, lub termosu i coś słodkiego na ząb.
Alkohol jest osobnym, bardzo obszernym tematem. Nie stroni się tu od niego i jest dość drogi, a trunki mocniejsze od piwa sprzedawane są tylko w specjalnych sklepach monopolowych - Vinmonopolet. Najpopularniejsze jest piwo, a przy większych okazjach, jak zbliżające się święta, na pewno poleje się narodowy trunek Norwegów- akvavit (wódka kminkowa o mocy 40-45 %, przyp. red.)

Mieszkańcy Skandynawii słyną z zamiłowania do potraw poddawanych jak najmniejszej obróbce cieplnej. Czy to tylko stereotyp, czy też rzeczywiście dużą rolę odgrywa surowe mięso z dodatkami sosów, ziół i innych dodatków?

Nie miałam jeszcze sytuacji, w której widziałabym jedzenie czegoś bardziej surowego od wędzonego łososia i lutefisk więc wydaje mi się to mitem.

W takim razie pytanie o przyprawy, jakie z nich królują na norweskich stołach?

Przyprawy korzenne jak cynamon, goździki (popularne są śledzie na słodko w korzennej zalewie), szczypiorek, kmin, bazylia... Często korzysta się tu z gotowych mieszanek przypraw.

Czy znasz jakieś przyprawy, dodatki, składniki itp. dostępne w Norwegii, ale nieznane w naszej kuchni?

Nie widziałam nigdy w polskim sklepie popularnych tutaj "suszków" typu purée ziemniaczanego do zalania wrzątkiem czy czerwonej i białej kapusty w kartoniku. Czymś, co kiedyś bardzo lubiłam, a nie spotkałam nigdy w Polsce jest fiskepudding- rodzaj puddingu z mięsa białych ryb, mleka i mąki.

10 komentarze:

Święta Bożego Narodzenia po europejsku


We współczesnym świecie charakter Wigilii jako chrześcijańskiego święta już dawno stracił swoje pierwotne znaczenie. Obecnie to czas celebrowania własnych więzi rodzinnych, a nawet, przez niektórych, uważane za święto miłości. Niemalże dla każdego Polaka, nieważne czy jest wierzący, czy nie, Święta Bożego Narodzenia to czas szczególny. Z namaszczeniem przystrajamy choinki, wyczekujemy pierwszej gwiazdki i spożywamy wszelkiej maści dania z ryb. Podobno nawet rzadziej się kłócimy, przynajmniej w teorii. Podnieśmy jednak głowy z nad naszych świątecznych talerzy i przyjrzyjmy się zwyczajom panującym w innych krajach Starego Kontynentu.


Szwecja - królująca kasza i ryby

Eco-Vital PracaWigilia to dzień spędzany w gronie najbliższej rodziny. Choinkę ubiera się tu zazwyczaj dzień wcześniej, zaś 24 grudnia sąsiedzi obdarowują się drobnymi upominkami. Wczesnym popołudniem zaczyna się wieczerza wigilijna. Na stole dominują ryby oraz kasza, ale posiłek nie jest postny, są obecne również dania mięsne. Kasza, swoją drogą, zostawiana była dawniej przed drzwiami szwedzkich gospodarstw, gdyż wierzono, że nakarmią się nimi krasnale opiekujący się poszczególnymi domami. Z kolei ciekawym wspomnieniem dawnych czasów jest też tzw. "lutfisk", czyli suszona ryba moczona na parę dni przed świętami w wodzie z ługiem. Najczęściej jest to molwa lub czerniak. Obecnie można ją kupić gotową, już nasiąkniętą wodą. Innym świątecznym daniem jest tzw. "pokusa Jonsona", czyli gorąca zapiekanka z ziemniaków z anchois. Obok niej na stole świątecznym koniecznie musi znaleźć się kilka rodzajów marynowanych śledzi.


Włochy - faszerowane tortellini i zupy z przepiórczymi jajkami

Eco Vital Opinie
Mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego szczególną uwagę przywiązują do wysyłania pocztówek z życzeniami do swoich rodzin i przyjaciół. To również jeden z niewielu krajów Europy, w którym podczas Wigilii zachowany jest post, kończący się dopiero po wieczornym nabożeństwie. Jednak to nie wieczerza wigilijna jest dla nich najważniejsza, a pierwszy dzień świąt i uroczysty obiad. W zależności od regionu na stołach pojawiają się faszerowane tortellini, popularna na południu lasagne oraz różne rodzaje zup, np z porów z ziemniakami i jajkami przepiórki oraz truflami. W niemalże każdym włoskim domu deserem jest znane na całym świecie ciasto panettone z bakaliami i posypane cukrem pudrem. Uczestnicząc we włoskich świętach warto skosztować również tortu ryżowego, a także bardzo popularnych nugatów. Włosi mają też swój odpowiednik piernika, czyli pan speziale, tj. ciasto z miodem i bakaliami.

Grecja - chleb Chrystusa i święta bez ryby "po grecku"

Eco Vital praca
Greckie Boże Narodzenie jest uroczystym i spokojnym okresem. Świąteczna atmosfera rozpoczyna się 6 grudnia, w dniu Świętego Mikołaja, i trwa aż do 6 stycznia - święta Trzech Króli. Na dzień przed Bożym Narodzeniem przebrane dzieci odwiedzają sąsiednie domu śpiewając kolędy, które według tradycji mają błogosławić domostwa. Często kolędy te są śpiewane przy akompaniamencie metalowych trójkącików i zabawnych glinianych bębenków. Na prawie każdym stole można znaleźć Christopsomo (Chleb Chrystusa). Jest to okrągły bochenek ozdobiony na szczycie krzyżem, wokół którego ludzie stawiają symbole z ciasta przedstawiające wszystko to, co oznacza długotrwałość. Jeśli biesiadnicy pochodzą z wyspy i są rybakami, na ich stole znaleźć można chleb z rybą. Co do choinek, to nie są powszechnie spotykane, natomiast prezenty wręczane są dopiero w Nowy Rok.

Czechy - święta z wróżbami i mały Jezusek

Eco Vital OpinieU naszych południowych sąsiadów Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim święto rodziny i dzieci, a kultywowanie tradycji chrześcijańskich nie jest aż tak ważne. Tradycyjnie 29 listopada na ulicach Pragi rozstawiają się kolorowe stragany i rozpoczyna się jarmark adwentowy, trwający aż do samych świąt. Na odświętnie przystrojonych stoiskach można kupić kolorowe ozdoby świąteczne, pachnące pierniki, a nawet ciepłe czapki i szale, specjalnie przygotowane na okres adwentu. Wieczerza wigilijna poprzedzona jest jednodniowym postem, po którym wieczorem serwuje się tradycyjną zupę grzybową lub zupę rybną i smażonego karpia z sałatką ziemniaczaną. Z kolei na deser podaję się chałkę z bakaliami oraz tzw. vánoční cukroví, czyli kruche ciasteczka w różnych kształtach, których według tradycji powinno być dwanaście rodzajów - tyle ile miesięcy ma rok. Co ciekawe, po zakończonej kolacji popularne jest wróżenie, które nam kojarzy się raczej z Andrzejkami niż z Bożym Narodzeniem. Popularne jest wiec lanie wosku czy rzucanie przez młode dziewczęta pantoflami. Prezenty natomiast przynosi mały Jezusek, który układa je pod tradycyjną choinką, znaną w większości europejskich krajów.

Jak więc widzimy, każdy kraj posiada swoje unikatowe tradycje i zwyczaje, które w zależności od regionu powtarzają się w sąsiednich krajach. Szkoda tylko, że wraz z postępującą globalizacją i upowszechnieniem się amerykańskiej wizji świąt, wiele z tych zwyczajów ustępuje miejsca uśmiechniętemu starcowi w czerwonym kombinezonie, domom przyozdobionym tysiącem kolorowych lampek i gorączce świątecznych zakupów.


5 komentarze:

Ciasteczka czekoladowo-migdałowe

Trudno wyobrazić sobie tradycyjną polską Wigilię bez pierników. Tymczasem dla urozmaicenia świątecznej tradycji przedstawiamy dziś nieco mniej popularne wypieki. Brunsli to delikatnie słodkie czekoladowe ciasteczka, szczególnie uwielbiane przez Szwajcarów. Swój wyjątkowy smak zawdzięczają połączeniu kakaowego aromatu z przyprawą korzenną oraz cynamonem. Dzięki długiemu suszeniu ciasteczka są bardzo kruche, a dodatkowo zawierają rozdrobnione migdały, co czyni je ciekawą odmianą w tym szczególnym świątecznym okresie. Zapraszamy do skosztowania ich wspólnie z nami. Smacznego! :)

Eco Vital poleca Brunsli jako ciasteczka świąteczne.

Składniki:

250 g migdałów
1,5 szklanki cukru
200 g gorzkiej czekolady
1,5 łyżeczki zmielonego cynamonu
0,5 łyżeczki zmielonych goździków
2 jajka

Przygotowanie:

Cukier i migdały wsypujemy do miski, mielimy i mieszamy razem (najlepiej za pomocą robota kuchennego). Dodajemy goździki, cynamon oraz ubite wcześniej białka jajek, a następnie mieszamy aż do uzyskania jednolitej masy. Kładziemy ją na stole i owijamy folią, a następnie wstawiamy na 2-3 godziny do lodówki, by nie była klejąca. Gdy już dojdzie do właściwego stanu, kładziemy ją na stolnicy i rozwałkowujemy dokładnie na grubość ok. 1 cm. Wycinamy z niej ciasteczka w kształcie gwiazdek. Wykładamy blachę papierem do pieczenia i kładziemy na niej ciasteczka, a następnie pozostawiamy do wysuszenia na ok. 3-4 godziny (możemy także na całą noc). Możemy oprószyć nasze wypieki cukrem. Gdy już wyschną, pieczemy w piekarniku ustawionym na 200°C przez ok. 5 minut.

28 komentarze:

Wigilijna kutia pomarańczowa

Tradycja bożonarodzeniowych potraw od dziesięcioleci pozostaje niezmienna. Poszczególne regiony posiadają jednak własne, lokalne akcenty, którymi wzbogacają gamę pyszności na wigilijnych stołach. Mak, który tak szczególnie upodobali sobie mieszkańcy wschodniej Europy, występuje w towarzystwie różnych składników. W dzisiejszej odsłonie naszego bloga przedstawiamy przepis na kutię, uważaną za ulubione danie białoruskiego bóstwa, zwanego Ziuzią. Smaczny deser stanowi mieszankę maku, zbóż, orzechów oraz innych bakalii, w zależności od preferencji. Kutia znana jest również w krajach azjatyckich i serwowana z różnego rodzaju wschodnimi przyprawami. Postanowiliśmy poeksperymentować i połączyć obie tradycje. Czy nam się to udało? Sprawdźcie sami. :)

Eco Vital pracaWIGILIJNA KUTIA POMARAŃCZOWA

Składniki:

2 szklanki wyłuskanej pszenicy
2 szklanki maku
1 szklanka miodu
100 g migdałów
100 g rodzynków
150 g orzechów
1 laska wanilii
skórka pomarańczy
szczypta kardamonu

Przygotowanie:

Ziarna pszenicy najlepiej zamoczyć na noc w zimnej wodzie. Rano, gdy już zmięknie, zalej ją wrzątkiem i gotuj przez ok. 1 – 1,5 h na małym ogniu. Gdy pszenica się ugotuje, odcedź i ostudź ją. W czasie studzenia potrząsaj nią, aby ziarna się nie posklejały. Mak wypłucz i zalej wrzącą wodą, a następnie zagotuj. Odstaw na ok. 3 – 4 godziny. Następnie przemiel mak w maszynce przez sitko z drobnymi oczkami. Rodzynki zalej ciepłą wodą i odstaw na ok. pół godziny. Migdały zalej wrzątkiem, a następnie obierz ze skórki i pokrój w drobne kawałki. Orzechy możesz podprażyć w piekarniku i także drobno posiekać. Rozetnij wzdłuż laskę wanilii i starannie wybierz ziarenka. Podsmaż skórkę pomarańczy na patelni. Miód wymieszaj z odrobiną wody, a następnie dodaj wszystkie składniki oraz kardamon. Gotowe! Smacznego!

16 komentarze:

Makiełki, bigos z karpia i śmierć na wyciągnięcie ręki

Eco Vital opinieMoże nam się wydawać, że większość obchodzonych współcześnie świąt zawdzięczamy tylko i wyłącznie tradycji chrześcijańskiej. Dziwnym zbiegiem okoliczności obchodzone przez nas dni fetowane były jednak już w kręgu kultury pogańskiej. Dzień przesilenia zimowego, mający ogromne znaczenie dla plemion sprzed czasów Mieszka I, przypada w tym samym czasie, co świętowana dziś w całej Europie wigilia Bożego Narodzenia. Wiele obrzędów zostało ubranych w chrześcijańską interpretację i przyjętych jako dorobek nowej religii. Tymczasem nawet niektóre składniki potraw wigilijnych sięgają swoimi korzeniami kultury starosłowiańskiej.

Eco Vital pracaPoganie wierzyli, że światy żywych i tych, którzy odeszli, wzajemnie się przenikają. Nawet po zakończonej wieczerzy nasi przodkowie pozostawiali na stole wszystko aż do następnego poranka. Byli bowiem przekonani, że duchy zmarłych przybywają w tę noc, aby się posilić. Z uwagi na to, że trudno się porozumieć ze światem zjawisk nadprzyrodzonych, ludzie stosowali różnego rodzaju środki halucynogenne, takie jak mak. Panowało przekonanie, iż „sen jest bratem śmierci”, a więc przy lekkim oszołomieniu można uzyskać kontakt z tymi, którzy już odeszli. Za medium łączące z zaświatami uznawano także pszczoły. Nieprzypadkowo miód gości na naszych świątecznych stołach do dziś. Gdy w średniowieczu nadano starym obrzędom nieco chrześcijańskiej otoczki, wieczerza wigilijna odbywała się w towarzystwie siedmiu, dziewięciu bądź dwunastu potraw. Słynny etnograf Oskar Kolberg wymieniał w swoich zbiorach takie dania jak: „zupa migdałowa, kluseczki z sosem, karp na szaro, szczupak z szafranem, andruty z makiem albo kluski z miodem i makiem, suszone gruszki i śliwki gotowane, grzybki na sucho na oleju smażone, groch biały i karaski w oleju tretowane (smażone) z kapustą”. W biedniejszych rodzinach jadało się także tzw. siemieniuchę, czyli zupę z siemienia lnianego. Nasiona były tłuczone, rozgotowywane oraz lekko słodzone, wskutek czego przypominała ona gęste mleko. Na pewno podawane potrawy były mniej obfite od dzisiejszych, mimo że nadal w większości domów uznawany jest wigilijny post. Na stołach nie mogło zabraknąć grochu, kartofli, rzepy oraz różnego rodzaju kasz.

Eco Vital przedstawiciel handlowyW Poznaniu, gdzie obecnie mieści się „centrum dowodzenia” załogi Rewolucji na Talerzu, znane były również: polewka z maku, śledzie z ziemniakami i makiełki, za którymi kryje się tak naprawdę kilka różnych dań. Czasami nazywa się nimi kluski z makiem, jednak w niektórych regionach wielkopolski nazwa ta oznacza także namoczoną w mleku pokrojoną bułkę pszenną podawaną w towarzystwie maku, miodu i rodzynek. Strucla oraz pierniki to powszechnie już znane świąteczne przysmaki, popularne w wielu miejscach kraju. Większość goszczących dziś w naszych domach wigilijnych dań weszła na stałe do tradycji dopiero w okresie międzywojennym. Masowe migracje, które miały wówczas miejsce, spowodowały wzajemne przenikanie się zwyczajów różnych kultur. Nowością stał się ryż podawany ze śliwkami i cynamonem. Świąteczny jadłospis został na stałe rozszerzony o smażone ryby, barszcz z buraków oraz kapustę z grzybami. Dziś coraz częściej zastępujemy tradycyjnego karpia innymi rybami, ale myślę, że warto przytoczyć w tym momencie pewną ciekawostkę.

Eco Vital naczynia 3 generacjiOtóż w 1682 roku została wydana pierwsza polska książka kucharska pt. „Compendium Ferculorum albo zebranie potraw”. W okresie baroku bardzo duże znaczenie miał nie tylko smak, ale również sposób podania i udekorowania potraw. Przy okazji Świąt Bożego Narodzenia mamy doskonałą okazję przyjrzeć się temu, bez czego uczta wigilijna w owych czasach obyć się nie mogła. Mowa tutaj m. in. o karpie bez kości. Kuchmistrz Aleksander Michał Lubomirski poświęcił przepisowi wiele cennych uwag. Po pierwsze, należy znaleźć „karpia dobrego” i zedrzeć z niego skórę tak, by „nie uczynić dziary” (nie zepsuć skóry). Głowy trzeba usmażyć, rybę natomiast poszatkować i usmażyć z cebulką oraz rodzynkami, przyprawiając całość pieprzem, cynamonem, a także octem winnym. W ten sposób można otrzymać najważniejszą ze staropolskich potraw wigilijnych (oczywiście przepis zawiera więcej szczegółów). Dziś nie wyobrażamy sobie bigosu bez kapusty. Tymczasem bigosem w XVII wieku nazywano mieszankę poszatkowanych składników przyprawionych kwaskiem z cytryny. Dopiero, gdy człowiek zaczął kisić kapustę, upowszechniła się nowa, bardziej współczesna definicja bigosu. Z ciekawostkę można uznać też fakt, że staropolskie pierogi, zgodnie z pierwszą polską książką kucharską, lepione były z ciasta francuskiego.

Na koniec jeszcze przestroga dla wszystkich zasiadających do wigilijnej wieczerzy. Zgodnie ze starym przesądem ten, kto wstaje od stołu przed jej końcem, prawdopodobnie umrze w nadchodzącym roku. Pilnujcie się. ;)

9 komentarze:

Adwentowy piernik malinowy

Do Świąt Bożego Narodzenia pozostało jeszcze trochę czasu, ale my postanowiliśmy już zakasać rękawy i zabrać się do pierwszych przygotowań. Przeglądając stare zeszyty naszych rodziców znaleźliśmy cudowny przepis na adwentowy piernik przekładany dżemem malinowym. Ciasto jest wyjątkowe, ponieważ potrzebuje kilkunastu dni na dojrzewanie. Zapewniam Was, że po tak długim czasie musi smakować :). Jeżeli lubicie masę kajmakową, także możecie ją wpleść do prezentowanego przez nas przepisu. Piernik jest podwójnie przekładany, więc im większa różnorodność dżemów, kremów itp., tym lepiej. Już wkrótce zaprezentujemy Wam również wywiad z naszą zaprzyjaźnioną blogerką z Norwegii, która opowie nam o tamtejszych smakach i tradycjach kulinarnych. Smacznego! :)



MALINOWY PIERNIK ADWENTOWY

Składniki:

2 szklanki cukru
250 g masła
0,5 kg miodu
3 łyżki cukru
1 kg mąki krupczatki
3 łyżeczki oczyszczonej sody
0,5 l mleka
3 torebki przyprawy do piernika
3 jajka
dżem malinowy

Przygotowanie:

Cukier wraz z miodem i masłem rumienimy na karmel i podgrzewamy prawie do wrzenia, a następnie chłodzimy. Do wystudzonej masy dodajemy jajka oraz mąkę krupczatkę. Sodę rozpuszczamy w mleku i dolewamy do masy. Na koniec przyprawiamy szczyptą soli oraz przyprawą do piernika. Opcjonalnie możemy dodać do masy rozdrobnione orzechy lub skórkę pomarańczową. Ciasto wyrabiamy i nadajemy mu kształt kuli. Odstawiamy do dużego kamiennego garnka i przykrywamy ściereczką.
Teraz pozostają nam dwa tygodnie czekania aż ciasto dojrzeje. Możemy zredukować czas oczekiwania do 7 dni, ale będzie mniej aromatyczne. Dojrzałe ciasto dzielimy na 3 równe części i każdą z nich rozwałkowujemy na dobrze natłuszczonej blaszce i pieczemy oddzielnie. Gdy wszystkie części wystygną, przekładamy je dwukrotnie dżemem malinowym bądź powidłami, ewentualnie do jednego przełożenia możemy użyć masy kajmakowej, w zależności od upodobań. Po przełożeniu ciasta nakrywamy je warstwą papieru do pieczenia i obciążamy równomiernie deseczką.
Po dwóch dniach ciasto będzie delikatne, soczyste i gotowe do spożycia. Możemy je dowolnie udekorować, np. migdałami, polewą czekoladową itp.

30 komentarze:

Chałwa domowa

Zgodnie z obietnicą zatrzymujemy się na dłużej w Indiach i prezentujemy kolejny przepis. Chałwa jest przysmakiem, który można przyrządzić na wiele sposobów. W Polsce znamy przede wszystkim przepis z wykorzystaniem sezamu i orzechów. Warto jednak zaznaczyć, że chałwą zajadają się również mieszkańcy Półwyspu Bałkańskiego oraz krajów śródziemnomorskich. W samych Indiach popularna jest także wersja z kaszy manny i tartej marchwi. Zachęcamy do eksperymentów i poszukiwania idealnego smaku.

Eco Vital Praca, Eco Vital Opinie

Składniki:

500 g sezamu
5 łyżek miodu
orzechy (mak, wiórki kokosowe, migdały) - opcjonalnie

Przygotowanie:

Sezam wrzucamy na patelnię i smażymy do czasu aż zacznie zmieniać kolor. Uważamy, by go nie przypalić, ponieważ chałwa będzie miała nieprzyjemny posmak. Następnie zsypujemy sezam z patelni, by się za bardzo nie przysmażył. Czekamy kilkanaście minut do całkowitego ostygnięcia. Dodajemy orzechy i mielimy wszystko za pomocą blendera lub innego urządzenia. Przekładamy całość do miski i dodajemy miód. Mieszamy do całkowitego połączenia składników. Wkładamy do lodówki.

Smacznego! :)



24 komentarze:

Indyjski kocioł smaków

Eco Vital pracaZanim na dobre rzucimy się w wir świątecznych przygotowań, przeniesiemy się do barwnej krainy świętych krów, Kriszny i buddyzmu. Odkąd na naszym blogu pojawił się przepis na koftę indyjską, mieliśmy ochotę bliżej przyjrzeć się jednej z najpopularniejszych kuchni na świecie. Różnorodność smaków i stosowanych składników sprawia, że niemal każdy z nas może w niej znaleźć coś dla siebie. Indie były i nadal są zamieszkiwane przez ludzi różnych narodowości, a biorąc pod uwagę ich liczebność na poziomie ponad 1 mld, powstanie jednolitej gamy przepisów graniczyłoby z cudem. Duży wpływ na różnorodność miało także umiejscowienie kraju w kilku różnych strefach klimatycznych.

Eco Vital przedstawiciel handlowyHistoria kuchni hinduskiej sięga bardzo starej tradycji Ayurwedy., często pojmowanej jako zbiór filozoficzno-medycznych zasad odżywiania i pewnego podejścia do życia. Starożytni mieszkańcy Niziny Gangesu wierzyli, że tak samo jak złe emocje mogą zaburzać trawienie, podobnie złe trawienie może odbić się negatywnie na ludzkich uczuciach. Dzięki konkretnym składnikom udało im się stworzyć bogaty wachlarz niskotłuszczowych i zdrowych potraw. Już 3000 lat przed naszą erą na obszarze dzisiejszych Indii uprawiano powszechnie znane i na co dzień przez nas wykorzystywane przyprawy, takie jak szafran, kardamon, papryczki chili czy kurkuma. Społeczeństwo podzielone było na kasty, co spowodowało rozwarstwienie nie tylko pod względem materialnym, ale również obyczajowym. Wegetarianizm zyskał sobie zwolenników głównie wśród niższych warstw społecznych oraz zwolenników tzw. doktryny Ahinsa, zabraniającej zadawania bólu wszelkim istotom żywym (według niektórych wierzeń również roślinom oraz Ziemi). W północnej części Indii popularność zyskały potrawy z baraniny i jagnięciny, co może wskazywać na duży wpływ religii i tradycji islamskiej. Prawdopodobnie Francuzi i Portugalczycy wprowadzili do kuchni hinduskiej akcenty europejskie, takie jak ziemniaki oraz dania z wieprzowiny. Brytyjczycy rozwinęli natomiast zwyczaj picia herbaty. Jak doskonale wiemy, hinduistów obowiązuje bezwzględny zakaz spożywania wołowiny. Nie istniał on jednak od zawsze. Upowszechnił się w wyniku znacznego spadku populacji krów i obowiązuje do dziś. Jedynie bramini, czyli zajmujący miejsca w najwyższej kaście kapłani, mieli przywilej spożywania mięsa wołowego.

Eco Vital opinieDo najpopularniejszych indyjskich przypraw na całym świecie należą masala oraz curry. O ile z tą drugą mamy zapewne do czynienia stosunkowo często, pierwsza może być stworzona z różnych składników. Teoretycznie każda rodzina może posiadać własny przepis na nią. W Indiach obiady składają się z kilku dań. „Ucztę” zaczynamy od przekąski, np. samosów z warzywami, czyli trójkątnych pierożków smażonych w głębokim oleju. Za nadzienie służą w tym przypadku ostro przyprawione warzywa. Popularne są także warzywa marynowane oraz różnego rodzaju pieczywo, jak np. delikatny, puszysty chlebek chapati. Podawany z ziemniaczanym curry podobno smakuje nieziemsko. Pieczone dodatki są na tyle powszechne, że mieszkańcy używają ich zamiast sztućców, maczając w różnych sosach bądź zagarniając resztki. Na południu funkcję chleba pełnią liście bananowca. Nie sposób nie wspomnieć o potrawach tandoori. Charakterystyczny, nieco wędzony posmak zawdzięczają one wypiekaniu w specjalnych glinianych piecach. Mięso przed pieczeniem marynowane jest w jogurcie oraz posypywane chili bądź szafranem. Dzięki krótkiemu czasowi pieczenia pozostaje ono miękkie. Może przed włożeniem do pieca nie wygląda zbyt zachęcająco, ale po zakończeniu wszystkich niezbędnych przygotowań możemy się cieszyć naprawdę wyjątkowym smakiem i bogatym aromatem. Podobnie jak my, Hindusi po skończonym posiłku jedzą słodycze bądź relaksują się przy aromatycznej herbacie. Ze wspomnianych słodkości popularna jest halawa, czyli odpowiednio przyprawiona kasza manna z bananem i rodzynkami. 

Eco Vital naczynia 3 generacjiJeżeli znacie lub przyrządzaliście ciekawe potrawy z kuchni indyjskiej, zapraszamy do dyskusji w komentarzach. W tym tygodniu również coś ciekawego umieścimy. Na razie jeszcze nad tym pracujemy :).

6 komentarze:

Intensywnie szpinakowa tarta z mozzarellą

Doskonale wiemy, że wielu z was obrzydził nasz ostatni wpis, ale uwierzcie, że dla nas jego redakcja nie była niczym przyjemnym. Jesteśmy z reguły bardzo tolerancyjni i otwarci na kulinarne niespodzianki, ale i nasze kubki smakowe mają swoje granice. Dlatego jest tam niezmiernie miło napisać o czymś normalnym i zjadliwym. Tarta ze szpinakiem, bo o niej mowa, zaciekawiła nas na tyle, że postanowiliśmy przybliżyć Wam naszą skromną propozycję jej podania. 

Eco Vital Opinie

Składniki:

  • Ciasto: 35 dag mąki,
  • 4-5 łyżek zimnej wody,
  • 2 żółtka,
  • 15 dag masła,
  • szczypta soli.

  • Farsz:
  • porcja mrożonego szpinaku,
  • 3 (lub więcej) ząbki czosnku,
  • 1 mała czerwona cebula,
  • mozzarella,
  • 2 jaja,
  • 3 łyżki śmietany 18%,
  • gałka muszkatołowa,
  • sól,
  • pieprz.

  • Sposób przygotowania:

  • Na początku czynność najmniej przyjemna, to znaczy przygotowanie ciasta. Pokrojone w plasterki masło oraz mąkę należy dokładnie posiekać, a następnie rozetrzeć palcami. Do sporządzonej w ten sposób masy dodajemy żółtka i wodę, starając się przy tym, aby nic ze środka nie wypłynęło. Całość szybko zagniatamy, ponieważ kruche ciasto nie lubi zbyt intensywnego wyrabiania. Tak przygotowaną masę wykładamy na natłuszczoną wcześniej blachę i wstawiamy na pół godziny do lodówki. Zimne ciasto zakłuwamy na całej powierzchni widelcem i wkładamy do nagrzanego piekarnika (220 stopni). Pieczemy, aż boki się lekko zarumienią, po czym wyciągamy i odstawiamy na bok. Pora na farsz, który z resztą nie jest już tak skomplikowany. Szpinak najlepiej jest już wcześniej rozmrozić, odcedzić i drobno posiekać. Najlepiej wrzucić do durszlaka, gdzie spokojnie poczeka na swoją kolej.  Cebulę należy drobno pokroić, a czosnek przecisnąć przez praskę. Im więcej czosnku tym lepiej, tak przynajmniej uważa załoga Rewolucji Na Talerzu Eco-Vital. Patelnię polewamy oliwą z oliwek i ustawiamy na palniku. Nie czekamy zbyt długo z jej nagrzaniem i wrzucamy równocześnie czosnek i cebulę. Istotą rzeczy jest zeszklenie dodanych składników, a nie ich przyrumienienie. Nie jest chyba tajemnicą, że to kwestia smaku. Do cebuli i czosnku dodajemy szpinak i pozwalamy, aby całość dokładnie się poddusiła. Szpinak powinien być gęstą masą, dlatego tak ważne było jego odczekanie na durszlaku. Pod koniec doprawiamy gałką muszkatołową, pieprzem i solą. Kolejną czynnością jest wykonanie masy jajeczno-śmietanowej. Widelcem roztrzepujemy jajka, dodajemy śmietanę i energicznie mieszamy, aż powstanie jednolita masa. Dodajemy ją do gorącego szpinaku i całość nakładamy na ciasto. Na sam koniec przed włożeniem piekarnika, obficie posypujemy tartę mozzarellą. Formę z ciastem ponownie wkładamy do rozgrzanego piekarnika (220 stopni) i pieczemy do momentu, aż góra farszu łącznie z serem jednolicie się zetnie. Smacznego! :-)



18 komentarze:

Potrawa, w której żyję

Jeszcze całkiem niedawno w naszym kraju toczyła się burzliwa debata między zwolennikami i przeciwnikami uboju rytualnego. Część z nas zapewne pamięta także aferę dotyczącą pewnej sieci sklepów, która oferowała prosiaki w całości. Zdumiewające, jak często oburzamy się na widok tego, co oczywiste. Nawiązuję do tych wydarzeń, bo dzisiejszy wpis poświęcony będzie kuchni ekstremalnej. Bynajmniej nie ze względu na smak czy aromat, ale na zręczność i koordynację ruchową serwowanych „dań”. Grunt to świeżość, a przechowywane w zamrażarce zwłoki do świeżych należeć nie będą. Oto przed Wami najpopularniejsi uciekinierzy, których możecie poznać na stołach całego świata.


Do miłośników mocnych wrażeń bez wątpienia należą Koreańczycy. Jedną ze specjalności Azjatów stanowi sannakji, czyli surowe danie złożone z żywych ośmiorniczek. W kontekście wschodniej kuchni nie jest to wyrafinowana potrawa. Zwierzęta krojone są na krótkie paski, a każdy kawałek sunie po talerzu jeszcze przez kilka minut po podaniu. Jeżeli jakimś cudem udaje się go chwycić za pomocą pałeczek, tak czy siak istnieje duża szansa na przyczepienie się do podniebienia jedzącego. Smakoszom polecamy wersję hard, czyli spojrzenie w oczy ośmiornicy, a następnie zjedzenie jej w całości. Jeżeli przeciwnik nie zdąży przyssać się do ścian przełyku, możecie poczuć się zwycięzcami. Do końca nie wiadomo, dlaczego Koreańczycy twierdzą, że tylko żywa ośmiornica dodaje siły i wigoru. Być może są zwolennikami oszczędzania czasu.

Eco Vital eksperymenty kulinarne

Przenoszenie zwyczajów ludzi do królestwa zwierząt to z kolei chińska recepta na smaczną (przynajmniej w ich mniemaniu) potrawę. Pijane krewetki to przysmak znany w państwie środka od wieków. Jego przygotowanie należy do banalnie prostych. Wystarczy do naczynia z żywymi krewetkami dolać tradycyjnej chińskiej wódki, a następnie odczekać odpowiednią ilość czasu aż nasi mali przyjaciele stracą „czujność”. Problem w tym, że zapach trunku do przyjemnych nie należy. Subtelna nuta zmywacza do paznokci w połączeniu z wykwintnym bukietem chemii gospodarczej powodują odruch wymiotny przed przystąpieniem do degustacji. Istnieje bardziej wysublimowany sposób podawania pijanych krewetek. Zgodnie z nim zanurzamy je w samej wódce bez dodatku wody, a następnie ją podpalamy. Po kilkunastu sekundach danie jest gotowe do spożycia.


Nadal znajdujemy się w Azji. Skoro ludzie lubią ganiać za ośmiornicami (na szczęście tylko po talerzu), upijać niewinne krewetki, to jedzenie ogłuszonej i wypatroszonej ryby „póki ciepła” nie powinno już nikogo dziwić. Japońska sztuka kulinarna, mimo że dużo bardziej zbliżona do europejskiej w porównaniu z jej zachodnimi sąsiadami, wciąż spędza nam sen z powiek. Ikuzukuri to prawdziwa ozdoba serwowanych dań. Bez kucharza o dużych umiejętnościach zbyt wiele w tej materii nie osiągniemy. O wszystkim decyduje pierwsze uderzenie. Szef kuchni musi uderzyć rybę w taki sposób, by jej nie zabić. Następnie pozbawia ją łusek, rozcina, patroszy, a w jej wnętrzu umieszcza właściwą, przygotowaną wcześniej przekąskę. Zwierzę przez kilka minut po wybudzeniu próbuje zaczerpnąć powietrza, aż w końcu traci resztki sił.


Chińczycy, znani z najbardziej humanitarnych metod obróbki żywności, również mają swój sposób na przepyszną rybę. Pochodząca z Taiwanu ying yang fish jest smażona żywcem i podawana z sosem słodko-kwaśnym. Zdrapywanie łusek, rozcinanie brzucha za pomocą nożyczek i rutynowe patroszenie kończy się zanurzaniem w tryskającym, głębokim oleju. Czas ma tutaj ogromne znaczenie, ponieważ ryba na talerzu musi się ruszać. Najlepsi kucharze przyrządzają danie w niecałe 2 minuty!

Eco Vital naczynia 3 generacji

Na koniec zostawiłam trochę mniej kontrowersyjny eksperyment, a mianowicie pochodzący z Sardynii ser casu marzu. Jest to ser owczy, znany z gnieżdżących się w nim larw much, które wywołują fermentację i nadają mu pożądanego smaku. Na pierwszy rzut oka ser wygląda zwyczajnie. Dopiero, gdy dokładnie przyjrzymy się naszemu smakołykowi, możemy dostrzec małe, pełzające, białe stworzonka. Jeżeli są one martwe, oznacza to, iż ser zaczął wydzielać toksyny i jest niezdatny do spożycia. Kluczowa sprawa – chętnym do skosztowania potrawy zaleca się zakładanie okularów, ponieważ larwy skaczą w górę nawet na 15 centymetrów i mogą uszkodzić oczy. Dlatego też popijanie casu marzu mocnym winem jest bardzo wskazane.

Smacznego! :)

10 komentarze:

Karmelizowane gruszki w sosie zabaglione

W dzisiejszej odsłonie naszego kulinarnego bloga szybki przepis na osłodzenie sobie ponurych, jesiennych dni. Pogoda za oknem nie zachęca do spacerów, ale niektórych z Was może zainspirować do eksperymentowania w kuchni. Bomba witaminowa w tak chłodnym okresie jest oczywiście wskazana, więc zapraszamy do skosztowania naszych karmelizowanych gruszek w sosie zabaglione. Smacznego! :)

Eco Vital opinie

Składniki:

4 gruszki
2 łyżki cukru trzcinowego
1 łyżka cynamonu
1 łyżka masła

Sos zabaglione:

5 żółtek
50 g cukru pudru
pół szklanki wina białego
pół szklanki słodkiego likieru (dowolnego)

Przygotowanie:

Gruszki obieramy ze skórek. Wkładamy do naczynia żaroodpornego Posypujemy cynamonem, cukrem trzcinowym i dodajemy masło. Przykrywamy naczynie folią i pieczemy przez ok. 30 minut, kontrolując temperaturę. Następnie wyciągamy i zostawiamy w ciepłym miejscu.

Sos:

W misce mieszamy żółtka z cukrem. Dodajemy likier wraz z winem i mieszamy. Gotujemy wodę w rondlu i kładziemy na niego miskę z naszym sosem. Podgrzewamy przez kilka minut, nie pozwalając na zagotowanie. Po przygotowaniu polewamy gruszki.

12 komentarze:

Kochaj... ostrożnie

Co łączy miód, czosnek, małże i rybę fugu? Na pierwszy rzut oka niewiele. Ich wpływ na potencję doceniały już jednak pierwsze starożytne cywilizacje. Samo pojęcie „afrodyzjaku” pochodzi od imienia bogini Afrodyty. Zrodzona z morskiej piany piękność wskazywała na nierozerwalny związek miłości z owocami morza. To właśnie w nim doszukiwano się substancji o specjalnych właściwościach wspomagających sprawność seksualną. Z czasem okazało się, że nie tylko w morskich głębinach kryją się rozpalające ogień w sercu specyfiki.

Eco Vital przedstawiciel handlowy
Casanova
Słynny uwodziciel i kochanek Casanova lubił zajadać się ostrygami. O ich sile stanowi przede wszystkim cynk, nazywany przez niektórych pierwiastkiem miłości. Nie tylko przyspiesza produkcję plemników, ale także przyczynia się do odczuwania przez nas chęci (bądź niechęci) do miłosnych uniesień. U mężczyzn reguluje on poziom testosteronu, przez co stymuluje erekcję. Warto robić wszystko, by ustrzec się niedoboru cynku. Nieprzypadkowo na paczce papierosów można dostrzec ostrzeżenie o powodowanej przez nie impotencji. Zawarty w nich kadm blokuje przemiany pierwiastka, przez co palenie może prowadzić nawet do bezpłodności. Poza cynkiem owoce morza zawierają także selen, zapewniający sprawność seksualną u mężczyzn. Jego bogatym źródłem są przede wszystkim krewetki oraz kalmary. Romantyczna kolacja nie musi jednak składać się z tak wykwintnych składników.

Eco Vital pracaW przypadku afrodyzjaków należy zachować umiar. Wino, od lat uważane za napój pobudzający wszystkie zmysły, w niewielkich ilościach relaksuje i odpręża. Spożywane w dużych ilościach odwadnia i osłabia, przez co wkrótce stajemy się ospali. Trochę inaczej jest z czekoladą, która zawiera teobrominę. Ten cenny związek chemiczny zwiększa poziom wydzielania neuroprzekaźników, dzięki czemu nasz nastrój ulega poprawie. Zmysł smaku to jednak nie wszystko. Istotne są także aromaty serwowanych przez nas potraw. Jeszcze lepiej, gdy można połączyć ze sobą kilka walorów. Gorąca czekolada lub wino z dodatkiem goździków z pewnością pobudzą organizm poprzez przyspieszenie procesu trawienia. Inne zioła, takie jak kminek czy kardamon, uznawano kiedyś za czarodziejskie i nadawano im wyjątkowe właściwości. Przede wszystkim uważano, że zwiększają wrażliwość skóry na dotyk. Jeżeli pozostajemy przy słodkościach, warto pokusić się o wykorzystanie wanilii, polecanej nawet przez kamasutrę.

W dalekiej przeszłości nasi przodkowie sugerowali się nie tylko smakiem i aromatem, lecz także kształtem pożywienia. Zapewne niewielu z nas z romantyzmem kojarzą się szparagi. Jednak podawane z roztopionym masłem, w towarzystwie kaparów i soku cytrynowego, wzmagały w kochankach niesamowitą energię. Koniecznie należało jeść je palcami, by doznania zmysłowe objęły swoim zasięgiem każdą sferę ludzkiego pojmowania świata. Krojone wzdłuż banany, polewane sosem z gorzkiej czekolady, to deser, któremu trudno jest się oprzeć. Erotyczne skojarzenia mogą się również nasuwać podczas jedzenia marchewki. Tutaj jednak mamy do czynienia z naukowym podłożem, ponieważ witaminy A, B i C, których bogate źródło stanowią warzywa, również przyczyniają się do wzrostu naszego wigoru.

Eco Vital naczynia trzeciej generacjiSkrajnym przykładem afrodyzjaku jest ciesząca się dużą popularnością w Japonii ryba fugu. Nie dość, że potwornie drogie, to jeszcze śmiertelnie trujące stworzenie, podnosi poziom adrenaliny wszystkim smakoszom. Niewielka dawka zawartej w organizmie ryby tetradodotoksyny wywołuje podniecenie, łatwo ją jednak przekroczyć i narazić się na zgon. Nikt nie odkrył jeszcze odtrutki na zatrucie fugu, co nie zmienia faktu, że najbogatsi przedstawiciele japońskiego społeczeństwa potrzebują niekiedy dreszczyku emocji i zajadają się śmiertelnie niebezpiecznym przysmakiem. Smakosz ma szczęście, jeśli jedzenie kończy się na drętwieniu warg oraz języka. W końcu miłość, podobnie jak fugu, też czasami ma ostre zęby.

5 komentarze:

Szalone kopytka w dyniowym sosie

W związku ze zbliżającym się świętem Halloween nie zwalniamy tempa i przybywamy z kolejnym przepisem. Dziś w naszej kuchni przyrządzimy szpinakowe kopytka z aromatycznym sosem dyniowym. Lubimy eksperymentować i łamać stereotypy, więc czynimy to za każdym razem, gdy pojawia się ku temu okazja. Udowadniamy więc, że tradycyjne danie, widywane na polskich stołach nie od wczoraj, można śmiało ubrać w ładniejsze szaty niż skwarki z boczku. Zapraszamy!


KOPYTKA ZE SZPINAKIEM W SOSIE DYNIOWYM

Składniki:

Ciasto:

0,5 kg ziemniaków
300 g mąki pszennej
0,5 kg szpinaku
1 jajko
gałka muszkatołowa
sól
pieprz

Sos:

0,5 kg dyni
1 cebula
3 ząbki czosnku
2 łyżki masła
1 cytryna
oliwa
zioła prowansalskie
suszone pomidory

Przygotowanie:

Sos:

Obieramy dynię i tniemy ją na kawałki. Do rondla wlewamy oliwę, a pokrojoną w międzyczasie cebulę i czosnek wrzucamy, żeby się zeszkliły. Do wszystkiego dodajemy pokrojoną dynię i smażymy przez ok. 4 minuty. Zalewamy wodą do wysokości warzyw i dusimy pod przykryciem przez 10 minut. Sos miksujemy, a następnie dodajemy suszone pomidory, według uznania.

Ciasto:

Ścieramy ziemniaki na tarce, a następnie dodajemy do nich rozdrobniony szpinak, jajko, sól, pieprz oraz startą gałkę muszkatołową. Dodajemy mąkę i całość mieszamy. Przekładamy ciasto na deskę i wyrabiamy. Kroimy i układamy z nich wałeczki, a następnie kroimy je na kopytka. Wrzucamy je do osolonego wrzątku i gotujemy przez ok. 3 minuty od wypłynięcia. Następnie przekładamy do sosu. Tniemy na drobne paski skórkę cytryny. Ozdabiamy ziołami i spożywamy bezpośrednio po przygotowaniu.

18 komentarze:

Diabeł w kuchni, czyli dyniowe szaleństwo pod koniec października

Eco Vital Pracownik BiurowyZbliża się koniec października, a wraz z nim Halloween. W Stanach Zjednoczonych na kilka dni dynia staje się symbolem beztroskiej zabawy i zakupowego szału. U nas świętowanie poprzedzone jest gromami miotanymi z kościelnych ambon w kierunku wszystkich traktujących ten stary rytuał z przymrużeniem oka. Od czego wszystko się zaczęło? Czy naprawdę dynia „przywędrowała” do nas z Ameryki Północnej?

Istnieje alternatywna wersja dotycząca jej pochodzenia. Zwyczaj drążenia i dekorowania dynią domu z okazji Halloween przywieźli do Nowego Świata irlandzcy imigranci. Przesłanie jest zgodne z legendą o Irlandczyku Jack'u, drobnym oszuście i pijaku, który pewnego dnia spotkał diabła. Ten zaproponował mu sprzedanie duszy za butelkę piwa. Jack zgodził się, jednak po wypiciu piwa podstępnie namówił swojego towarzysza, by zmienił się w monetę, którą zapłaci za piwo. Gdy diabeł przystał na taki układ, Irlandczyk schował pieniążek w kieszeni wraz z krzyżykiem. Szatan nie mógł się uwolnić dopóki nie przysiągł, że zostawi duszę pijaka w spokoju. Sprytny Jack oszukał diabła również po raz drugi, kiedy to namówił go do wejścia na jabłoń, a następnie za pomocą krzyżyka uniemożliwił mu zejście z niej. Za ponowną obietnicę zrezygnowania z jego duszy jednak ustąpił. W końcu Jack zmarł i po wygnaniu z nieba trafił do piekła. Diabeł nie mógł złamać przysięgi i podarował zmarłemu mały, płonący węgielek, który miał mu oświetlać drogę. Irlandczyk wydrążył z rzepy lampion i do dziś tuła się po świecie.

Eco Vital OpinieDynia jest warzywem popularnym na całym świecie, a jej rodzina obejmuje blisko 760 gatunków! Już w starożytności smażono ją w miodzie lub zalewano winem. W Polsce różnie ją nazywamy. Harbuz, korbol czy też bania swoją popularność zawdzięczają nie tylko walorom dekoracyjnym, ale także nieprzeciętnemu bukietowi smakowemu oraz właściwościom leczniczym. Jej cechy zostały docenione zarówno przez tradycyjną medycynę chińską, jak również przez medycynę Zachodu. Przede wszystkim dynia ma właściwości odkwaszające i moczopędne. Doskonale pomaga odzyskać siły po przebytej chorobie. Z uwagi na niską zawartość kalorii sprawdza się także w kuracjach odchudzających. Pestki dyni stanowią bogate źródło błonnika, tak cennego w codziennej diecie bez względu na naszą wagę. Nasiona wykazują także skuteczne działanie przeciwko tasiemcowi oraz gliście ludzkiej. Niekiedy nie zdajemy sobie sprawy z tego, że każde warzywo posiada inne właściwości pochłaniania azotanów z gleby czy też innych szkodliwych substancji. Dynia wykazuje pod tym względem dość niskie skłonności.

Eco Vital PoznańNajbardziej znaczący monarchowie, których znała historia, często większą sławę zyskiwali w łożach kochanek aniżeli na politycznych salonach. Nic więc dziwnego w tym, że w dobie wielkich odkryć geograficznych furorę robiły nasiona dyni, którym nadawano miano afrodyzjaku. Zdarzało się wówczas, że kobiety same podawały swoim mężom ów specyfik, aby wzmóc ich potencję. Krążyły nawet legendy o panach młodych, którzy przed nocą poślubną przywdziewali maskę z dyniowej skorupy, by sprostać zadaniu. W każdej opowieści, nawet najbardziej absurdalnej, znajduje się ziarenko prawdy. Pestki dyni stanowią bogate źródło cynku, niezbędnego do prawidłowego rozwoju włosów oraz paznokci, a także korzystnie wpływającego na czynności jąder. Skutecznie sprawdza się również w leczeniu wrzodów żołądka. Z pestek wytwarza się także olej, który dzięki wysokiej zawartości kwasów nienasyconych może być stosowany zamiast mniej zdrowych tłuszczów. Szerokie zastosowanie znajduje również w kosmetyce, głównie ze względu na właściwości nawilżające i wygładzające.

Wszystkich zalet dyni oczywiście nie sposób wymienić, a czerpane z jej spożywania korzyści mogłyby obejmować kilka oddzielnych wpisów. Czasami warto zaufać tradycji i związanym z nią przekonaniom. Sprawdzone przepisy wcale nie są mniej smaczne od kuchni współczesnej. Nasze babcie piekły wspaniałe ciasta z dyni oraz smażyły przepyszne konfitury. Równie smaczne są potrawy podawane na słono. Owocem eksperymentów kulinarnych są kolejne interesujące receptury. Nikogo już nie dziwi dynia w towarzystwie makaronu oraz brokuł lub smażona z chili. Założę się, że sami nasi czytelnicy znają wiele sposobów na jej smaczne przyrządzenie. :)

5 komentarze:

Makaron z mozzarellą w sosie pesto

Rozsmakowani w gołąbkach wyruszamy w kolejną podróż. Dziś przedstawiamy makaron fettuccine w zielonym sosie pesto. Doskonałe danie na leniwe popołudnie, ponieważ nie jest tajemnicą, że makaron potrafi nie tylko nasycić, lecz także rozleniwić. Jeżeli dodamy do tego dobrze wysmażonego kurczaka i całość udekorujemy pyszną mozzarellą, uzyskamy piorunujący efekt. A już wkrótce kolejny wpis z gatunku ciekawostek kulinarnych, które możemy spotkać w różnych częściach świata.
Do dzieła!
Eco Vital opinie


Składniki (ok. 5 porcji):

400 g makaronu fettuccine
500 g piersi z kurczaka
200 g pieczarek
1 cebula
5 łyżek oleju
2 łyżeczki papryki słodkiej
1 łyżeczka curry
sól, pieprz

Sos beszamelowy:

2 łyżki masła
2 łyżki mąki
600 ml mleka
6 łyżek pesto bazyliowego
200 g mozzarelli


Przygotowanie:

Na początku gotujemy makaron al dente w posolonej wodzie. Odcedzamy i odkładamy. Myjemy kurczaka, a następnie suszymy i kroimy w kostkę. Do miski wlewamy 3 łyżki oleju, a następnie dodajemy paprykę, curry i sól. W tak przygotowanej marynacie umieszczamy kurczaka i odstawiamy. Kroimy cebulę w kostkę. Pozostały olej wlewamy na rozgrzaną patelnię i podgrzewamy. Wrzucamy pokrojoną cebulę i smażymy aż się zeszkli. Myjemy pieczarki i kroimy w plasterki, a następnie dodajemy do cebuli, by pozbyć się nadmiaru wody. Dodajemy kurczaka z marynatą. Smażymy wszystko przez ok. 10 – 15 minut na małym ogniu do czasu, aż kurczak nabierze delikatnie złotego koloru.

Sos:

W rondlu roztapiamy masło i zasmażamy wraz z mąką. Powoli dolewamy mleko aż do uzyskania gęstego sosu. Następnie dodajemy pesto, przyprawiamy solą i mieszamy. Ścieramy mozzarellę na tarce i dodajemy 60 g, a następnie mieszamy. Całość wylewamy na patelnię z kurczakiem, dodajemy makaron i dalej mieszamy. Wykładamy do naczynia żaroodpornego wysmarowanego tłuszczem i posypujemy resztą sera. Zapiekamy przez 12 minut w temperaturze 180°C.

Smacznego! :)

13 komentarze:

Renifery na talerzu

Na pierwszy rzut oka kraje Europy niewiele różnią się między sobą. Gdy przyjrzymy się bliżej poszczególnym kulturom, dostrzeżemy jednak pewne zmiany, także w przypadku przyzwyczajeń żywieniowych. Klimat każdego z regionów również nie jest identyczny. Dzięki temu możemy cieszyć nasze kubki smakowe rozmaitymi specjałami z różnych części kontynentu.

Kraje skandynawskie zawsze były owiane pewną aurą tajemniczości. Surowy klimat, charakteryzujący się przede wszystkim ostrą zimą, ukształtował naszą opinię o mieszkańcach półwyspu. Postrzegamy ich jako odizolowanych introwertyków, z którymi trudno się zaprzyjaźnić. Również tradycje kulinarne naszych północnych przyjaciół znacznie odbiegają od reszty potraw europejskiej kuchni. Szczególny przypadek stanowią Finowie, rozsmakowani w mięsie renifera oraz rybach. Skandynawskie sposoby przyrządzania potraw nie uległy takim przeobrażeniom w procesie historycznym jak te, które znane są naszym bliższym sąsiadom. Składniki wykorzystywane w Danii, Norwegii i Szwecji są do siebie bardzo zbliżone. Najczęściej spotyka się przyrządzane na różne sposoby łososie, pstrągi, makrele oraz śledzie. Skandynawowie nie stronią także od owoców morza oraz mięsa zwierząt hodowlanych. Szczególną popularnością cieszy się wieprzowina.

Północni Europejczycy mają naturę biesiadników. Podczas świąt potrafią czerpać radość z wielogodzinnego siedzenia przy stole wraz z najbliższymi. Na co dzień jedzenie jest mniej wyrafinowane. Podobnie jak my, Skandynawowie podają potrawy z ziemniakami. Są one zasmażane, opiekane, dodawane do sałatek, a także serwowane w formie placków. Jednym z ulubionych przysmaków Norwegów jest zasmażany dorsz z ziemniakami. W Danii dużą popularnością cieszą się zimne przekąski w postaci różnego rodzaju kanapek. Znani z oszczędności Duńczycy wykorzystują do nich wszystko, co tylko mają pod ręką. Popularnymi składnikami są: marynowana wołowina, pasztet z wątróbek oraz słodka kapusta. Obok spożywanych w słodkiej zalewie śledzi kanapki cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Na polskich stołach bardzo często gości kotlet mielony. Mieszkając tu od urodzenia, nie sposób uniknąć poznania jego smaku. Skandynawia słynie z podobnego dania. Pulpeciki, zwane w Danii frikadeller, przygotowuje się najczęściej z mięsa wołowego, gotując w bulionie z warzywami.

Eksportowym towarem kuchni skandynawskiej jest bez wątpienia łosoś norweski. Zaglądając do pierwszego lepszego supermarketu, możemy łatwo go „wyhaczyć”. Zazwyczaj spożywa się go na surowo lub w towarzystwie musztardy i koperku. Warto wspomnieć o powszechnie panującej tendencji zniechęcenia do przyprawiania potraw. Mieszkańcy półwyspu wykazują się oszczędnością w stosunku do wykorzystywanych przypraw. Poza podstawowymi, takimi jak czosnek, sól, pieprz i gałka muszkatołowa, raczej ich nie używają. Cenią sobie naturalny i świeży smak potraw. O kulinarnych nawykach Skandynawów można by było pisać w nieskończoność. Postanowiłam więc przybliżyć, w ramach ciekawostki, najbardziej znane specjały. Niektóre są dość kontrowersyjne, ale być może niektórych z Was zachęci to do ich skosztowania.


Blodpudding – krew wieprzowa zapiekana z mąką i mlekiem. Z jakiegoś powodu przepadają za nią dzieci, dlatego też często z tą potrawą można się spotkać w stołówkach szkolnych. Być może ma na to wpływ fakt, że jest podawana na słodko, najczęściej w towarzystwie borówkowej konfitury.


Surstromming - śledzie fermentujące przez dwa miesiące w beczkach, a następnie zamykane w puszkach, gdzie proces dalej trwa w najlepsze. Spożywane najczęściej na dworze, z powodu niezbyt zachęcającego zapachu (zgniłych śmieci, jak twierdzą niektórzy). Ze względów bezpieczeństwa zakąski nie można wnosić na pokład samolotu, ponieważ spadające ciśnienie mogłoby stać się przyczyną rozsadzenia puszki.


Graavilohi – surowy łosoś przyrządzany w niezwykle oryginalny sposób. Nazwa pochodzi od szwedzkiego „grav”, czyli grób. Dosłownie mówi się o „łososiu wykopanym z ziemi”. Średniowieczni rybacy zakopywali rybę w oczekiwaniu na fermentację. Dziś zanurza się ją w soli z dodatkiem koperku i cukru. Ważne jest, by zakupiony okaz nie był poddany obróbce cieplnej. Danie stosunkowo proste do przyrządzenia.


Kotikalja – ciemne, nieco słodkawe piwo o niskiej zawartości alkoholu, popularne przede wszystkim w Finlandii. Niekiedy dodaje się do niego gałązki jałowca. Podaje się na zimno lub w temperaturze pokojowej.


6 komentarze: